środa, 14 sierpnia 2013

Prolog.

To zabawne, jak wiele z niej pamiętam.
Miała takie drobne, szczupłe dłonie. Palce długie, paznokcie jasne, czyste, zadbane, zawsze pociągnięte bezbarwnym lakierem. Jej włosy pachniały szamponem jaśminowym i cynamonem; w dotyku były miękkie i lejące jak jedwab. Na nosie miała piegi, jasne, złotawe. Dokładnie dwanaście. A oczy... oczy były w niej najpiękniejsze. Orzechowe oczy z karmelowymi plamkami, otoczone dziwnie długimi, czarnymi rzęsami, podkręconymi na samych końcach. Kiedy się śmiała, lekko je mrużyła, a kiedy była smutna, ciemniały do koloru gorzkiej czekolady i błyszczały od łez.
Pamiętam jej śmiech, wysoki, słodki, melodyjny, i jej ciepły głos. To, jak miękko przeciągała głoski, albo jak ostro akcentowała sylaby, kiedy była zdenerwowana. Krok miała szybki, posuwisty, świetnie biegała. Kiedy się bała, przygryzała dolną wargę, przy kłamstwie opuszczała głowę i kryła zarumienioną twarz za włosami.
Poznawałem ją po fragmencie i po fragmencie układałem sobie w głowie jej obraz, trochę jak puzzle albo rysunek. A kiedy już myślałem, że mi się udało, że zdołałem ją zrozumieć i że otrzymałem pełną esencję jej osoby, rozbiła moje wyobrażenie w pył.
Powinienem pamiętać, że nie należy złościć lwa.

***

Cześć i czołem, kochani! <3 Z niezłym poślizgiem, ale prolog już jest. Nie są to wyżyny, ale nie chciałam zbyt wiele zdradzać... jeszcze nie teraz. ;) Pierwszy rozdział ukaże się jeszcze w wakacje, więc... stay tuned.
xoxo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz